Raport tygodniowy Gold Finance 26.02.2010 - 5.03.2010
08.03.2010• W czwartym kwartale ubiegłego roku polska gospodarka rozwijała się w tempie 3,1%. To wynik zbieżny z oczekiwaniami ekonomistów. Do wzrostu PKB w znacznej mierze przyczynił się wzrost eksportu oraz popyt krajowy.
• Wskaźnik aktywności gospodarczej w polskim przemyśle w lutym wyniósł 52,4 punktu. Wrócił więc po styczniowym spadku do 51 punktów, do poziomu osiągniętego w ostatnich miesiącach ubiegłego roku.
• Według szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w lutym stopa bezrobocia wyniosła 13%, czyli w porównaniu do stycznia zwiększyła się o 0,3 punktu procentowego. Bezrobotnych było 2 mln 102,6 tys. Polaków, o 50,1 tys. więcej, niż przed miesiącem.
• Z badań przeprowadzonych przez Pentor wynika, że znacznie poprawiły się nastroje polskich konsumentów. Wskaźnik oceny bieżącej sytuacji wciąż jest na minusie, ale zwiększył swoją wartość o sześć punktów. Wskaźnik wyprzedzający już trzeci miesiąc pozostaje na plusie i ma wartość najwyższą od października 2008 r.
Rynek Akcji
Polska
Z przebiegu notowań w minionym tygodniu posiadacze akcji mogą być zadowoleni. Tak długiej, nieprzerwanej fali zwyżek nie wdziano na naszym parkiecie już od dawna. Indeks największych spółek zyskał ponad 5,5% a WIG zwyżkował o ponad 4%. Równie korzystny dla byków bilans tygodnia miał miejsce na początku grudnia ubiegłego roku. Osiągnięcia wskaźników małych i średnich firm w trakcie ostatnich pięciu sesji były o wiele skromniejsze. mWIG40 zyskał 2,5%, zaś sWIG80 zwiększył swoją wartość o 1,9%. Mimo niewielkiej skali wzrostu, wskaźnik najmniejszych firm znalazł się na poziomie najwyższym od sierpnia ubiegłego roku. Ciekawe, że do wartości z tamtego czasu dotarł też mWIG40, jednak ówczesny szczyt pokonał zdecydowanie już w pierwszym tygodniu stycznia.
Spośród wskaźników branżowych, liderem był w tym tygodniu indeks WIG Banki, który zwiększył swoją wartość o 4,5%. Na drugim miejscu znalazł się wskaźnik spółek telekomunikacyjnych, który zyskał 3,7%. Tylko nieznacznie gorzej radziły sobie firmy branży budowlanej. Niedawny lider, WIG Spożywczy, już drugi tydzień z rządu przeżywa lekką zadyszkę. Wzrósł jedynie symbolicznie, ale wciąż znajduje się na rekordowo wysokim poziomie i nie poddaje się korekcie.
Patrząc w ujęciu tygodniowym, można zauważyć wyraźny wzrost obrotów na rynku akcji. Tym samym przerwana została niekorzystna tendencja w tym zakresie, trwająca od końca stycznia. Jednak to w dużym stopniu zasługa zaledwie jednej sesji,
w trakcie której aktywność inwestorów bardzo się zwiększyła.
Europa
Większość giełd europejskich ma za sobą bardzo udany tydzień. Indeksy w Paryżu, Frankfurcie i Londynie zwiększyły swoją wartość po niemal 5%. O prawie 9% wzrósł wskaźnik w Atenach, 6% zwyżkę zanotował parkiet w Madrycie. Widać więc, że mimo braku rozstrzygnięć i ciągłej niepewności, co do losów greckiej „akcji ratunkowej”, inwestorzy byli pełni optymizmu. Patrząc jednak z nieco dłuższej perspektywy, ostatnie wzrosty stanowią tylko niewielkie odreagowanie wcześniejszych mocnych spadków.
Od „szczytu” z początku stycznia, indeks ateńskiej giełdy traci wciąż 13%. Madrycki IBEX zaledwie o 2 punkty procentowe mniej.
Na parkietach naszego regionu optymizm był w większości przypadków znacznie bardziej stonowany. Indeksy w Bukareszcie i Budapeszcie zyskały po około 4%. W Pradze zwyżka sięgnęła zaledwie 1% a w Sofii 0,3%. Po ponad 6% zyskały indeksy w Rydze i Tallinie. Liderem był jednak moskiewski RTS, który zwiększył swoją wartość o ponad 7%.
Mini euforia na głównych europejskich parkietach nie miała zbyt mocnej podbudowy w informacjach makroekonomicznych. Gospodarka stery euro wzrosła w czwartym kwartale ubiegłego roku o 0,1% w porównaniu do poprzednich trzech miesięcy, zaś w porównaniu do ostatniego kwartału 2008 r. skurczyła się o 2,1%. Wskaźniki aktywności gospodarczej w przemyśle i usługach od pół roku utrzymują się powyżej poziomu 50 punktów, wskazującego na rozwój, jednak w realnych wielkościach wciąż tego nie widać. Sprzedaż detaliczna w styczniu zmniejszyła się o,1,3% w porównaniu ubiegłego roku, stopa bezrobocia, wynosząca 9,9% nie chce się zmniejszy ć.
USA
Na amerykańskiej giełdzie pięć ostatnich sesji (liczonych od 25 lutego do 4 marca) przyniosło kontynuację tendencji zwyżkowej. Jej tempo było niewielkie, ale byki nie mają powodów do narzekań. Gorzej z nerwami, które narażone były i są na dość ciężką próbę. Trochę denerwujące i deprymujące było oczekiwanie na piątkową publikację o zmianie liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, które - jak się powszechnie spodziewano – miały wskazać kierunek ruchu indeksom, jeśli nie wręcz przesądzić o losach rynku w perspektywie przynajmniej kilku tygodni, jeśli nie miesięcy. Dow Jones zwiększył swoją wartość o 1,2%, Nasdaq wzrósł o 2,6% zaś S&P500 zwyżkował o 1,8%.
Skąd więc cała ta nerwowość? Powodów nie brakuje. Po pierwsze, nad rynkami wisi już widmo zaostrzania polityki pieniężnej i żadne zaklinanie o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie „przez dłuższy czas” nic tu nie pomoże. Odliczanie się zaczęło. A trzeba też pamiętać, że polityka pieniężna nie ogranicza się jedynie do „ruchów stopami” ale składa się na nią wiele innych narzędzi. Niektóre z nich już zostały uruchomione. Także w Stanach Zjednoczonych. W poprzednim tygodniu inwestorzy przyjęli argumentację Bena Bernankego, że podniesienie stopy depozytowej jest tylko krokiem w kierunku normalizacji sytuacji na rynku finansowym, a nie początkiem zacieśniania polityki pieniężnej. Zapewnienie były tak solenne,
że aż podejrzane i pewnie wielu uczestników rynku i tak „swoje wie”. W mijającym tygodniu pojawiły się też wypowiedzi członków Fed nie do końca spójne ze stanowiskiem jego szefa. Thomas Hoenig z oddziału w Kansas City stwierdził, że rezerwa federalna powinna być przygotowana na podniesienie stopy procentowej, nawet jeśli bezrobocie będzie się utrzymywało na wysokim poziomie. Jego zdaniem nie da się od razu podnieść stóp do 1%, więc stopniowe podwyższanie należałoby zacząć „wcześniej niż później”. Odmiennego zdania jest Richard Fisher z Dallas, ale, jak widać, Fed nie mówi już jednym głosem. Raport Fed o stanie gospodarki, zwany Beżową Księgą, wciąż jest nijaki. Wynika z niego to samo, co z wielu poprzednich: ożywienie jest widoczne ale bardzo słabe, bezrobocie wciąż groźne.
Co prawda w minionym tygodniu liczba Amerykanów ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych spadła z 496 do 469 tys., ale to wciąż sporo. Także raport ADP wskazywał na znacznie mniejszy niż poprzednio spadek zatrudnienia, zaś raport Challengera wskazywał wyraźnie mniejszą niż w styczniu liczbę zapowiadanych zwolnień, jednak rozstrzygające miały być piątkowe dane o zmianie liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Pozostałe dane makroekonomiczne wcale jednoznacznie optymistyczne nie były. Mimo, że skorygowane tempo wzrostu PKB w czwartym kwartale wyniosło aż 5,9%, to jednak w całym ubiegłym roku amerykańska gospodarka skurczyła się o 2,4%, czyli najmocniej od zakończenia II wojny światowej. Wciąż nie poprawia się sytuacja na rynku nieruchomości, gdzie liczba umów sprzedaży domów zmniejszyła się w styczniu o ponad 7% a i ceny wciąż idą w dół.
Perspektywy i gospodarki i rynku akcji nie są przesadnie optymistyczne. Zdaniem Josepha Stieglitza, laureata nagrody Nobla, Stanom Zjednoczonym grozi kryzys finansowy o jeszcze większej skali, niż w 2008 r. bo wciąż banki dokonują ryzykownych transakcji a żadne z zapowiadanych zmian regulacji w tym zakresie nie doczekały się realizacji. Z kolei inwestycyjny guru Marc Faber nieodmiennie ostrzega, że rynki akcji mogą spaść o co najmniej 20%, jeśli amerykańskie indeksy poprawią swoje styczniowe szczyty. Przypuszcza on, że zanim pojawi się ta większa korekta S&P500 może dojść do 1200 punktów.
Gdyby ten scenariusz miał się sprawdzić, indeks musiałby zwiększyć swoją wartość o 7%. Jest to poziom całkiem realny do osiągnięcia w najbliższym czasie. Warunkiem jego realizacji powinno być jednak uspokojenie się sytuacji wokół Grecji, dobre dane z amerykańskiego rynku pracy oraz przynajmniej jeszcze jeden solidny, pozytywny impuls. Do styczniowego szczytu indeksowi brakuje zaledwie 27 punktów, czyli nieco ponad 2%. Jego pokonanie stanowiłoby silną zachętę do dalszego ruchu
w górę. Spadek S&P500 od szczytu z 19 stycznia wyniósł nieco ponad 8%. Od dołka tej korekty wskaźnik zyskał już ponad 6%. Wzrostowa fala utrzymuje się od 8 lutego, czyli w poniedziałek miałaby równy miesiąc. Poprzednia grudniowo-styczniowa trwała niemal sześć tygodni i przyniosła indeksowi wzrost o zaledwie 5%.
Azja
Na parkietach azjatyckich w minionym tygodniu mieliśmy do czynienia z dość zróżnicowaną sytuacją. Na uważnie ostatnio obserwowanej giełdzie w Szanghaju indeksy w ciągu pięciu sesji straciły po 0,6%. Na razie można to uznać jedynie za niewielką korektę sporych wcześniejszych wzrostów. Od początku lutego do pierwszego dnia marca Shanghai B-Share zyskał ponad 7%. Mały odpoczynek w pełni mu się więc „należy”. Indeks od listopada ubiegłego roku znajduje się w trendzie bocznym, ale rozpiętość między najwyższym a najniższym poziomem, w jakim w tym czasie się mieści, wynosi prawie 13%. Przed głębszymi spadkami broni wsparcie w okolicach 233 punktów, które jak dotąd naruszone zostało jedynie dwukrotnie. Patrząc więc z dłuższej perspektywy, reakcja inwestorów na wyraźne działania, zmierzające do chłodzenia gospodarki, a przede wszystkim powstrzymania kredytowego szaleństwa, nie jest zbyt nerwowa. Ale rynek wielkiej chęci do wzrostu nie ma.
W piątek premier Chin zapewnił, że w tym roku gospodarka wzrośnie o 8% i zapowiedział walkę z inflacją. Ale jednocześnie zadeklarował utrzymanie działań pobudzających wydatki i łatwego dostępu do kredytów. Ta ostatnia deklaracja stoi
w wyraźnej sprzeczności z wcześniejszymi działaniami chińskich władz, mającymi na celu ograniczenie dynamiki akcji kredytowej. Trudno też sobie wyobrazić, w jaki sposób Chińczycy mają zamiar jednocześnie dbać o niską inflację, z drugiej zaś stymulować wydatki i zapewniać łatwy dostęp do pieniędzy. Symptomatyczne są też zapowiedzi tworzenia nowych miejsc pracy, co wskazuje, że i w tym zakresie jest jakiś problem.
W 2009 r. gospodarka wzrosła o 8,7%, więc zapowiedź 8% dynamiki w tym roku wydaje się niezbyt ambitna. Pojawiające się od niedawna sygnały, że może dojść do umocnienia się juana wobec dolara stały się mniej pewne, po stwierdzeniu premiera, że waluta utrzymana zostanie na stabilnym poziomie. Wskaźnik aktywności gospodarczej PMI chińskiego przemysłu obniżył w lutym swoją wartość do 52 punktów, podczas gdy miesiąc wcześniej sięgał prawie 56 punktów potwierdzając obawy przed spowolnieniem wzrostu gospodarczego.
Japoński Nikkei zwiększył swoją wartość o 2,4% i to mimo ciągłych obaw o niekorzystne dla eksportu i tamtejszych firm skutki mocnego jena oraz strachu przed deflacją. Większość tego wzrostu „wypracowana” została w trakcie piątkowej sesji, gdy indeks zyskał 2,2%. Od początku lutego Nikkei zwiększył swoją wartość o 5%, jednak jest wciąż o ponad 5% niżej od styczniowego szczytu.
Liderem wzrostów był w tym tygodniu parkiet w Bombaju, gdzie indeks zyskał 3,6%. Niewiele ustępował mu Tajwan, rosnący o 3,1%.

Tygodniowe zmiany indeksów 26.02.2010 – 5.03.2010
* Dane z 4.03.2010 r.
Rynek Walutowy
Od miesiąca trwa ostra walka między wspólną walutą a dolarem. W ostatnim czasie „zielony” trzykrotnie próbował zepchnąć kurs wspólnej waluty poniżej poziomu 1,343 dolara. Na razie próby te okazały się nieskuteczne. Można więc spodziewać się przynajmniej korekcyjnego umocnienia się euro, które od końca listopada ubiegłego roku straciło na wartości ponad 10%. Od kilku tygodni dynamika tej tendencji wyraźnie wyhamowała i oznaki jej korekty zaczynają już być widoczne. Trudno oszacować jej zasięg. Najbliższym oporem będą okolice 1,38 dolara za euro.
Trudno też powiedzieć, który z czynników będzie decydujący w rozgrywce między tymi walutami. Perspektywy zaostrzania polityki pieniężnej w strefie euro i w Stanach Zjednoczonych wydają się zbliżone. Szef Fed zapewniał niedawno, że stopy procentowe pozostaną przez dłuższy czas na dotychczasowym poziomie. W czwartek, po posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego, jego szef Jean-Claude Trichet stwierdził, że stopy procentowe są na odpowiednim poziomie i nie należy się spodziewać zagrożenia inflacyjnego. Porównując dynamikę rozwoju gospodarek strefy euro i USA, przewaga leży po stronie dolara. Wspólnej walucie nie sprzyjają też kłopoty Grecji i innych państw, charakteryzujących się wysokimi deficytami i zadłużeniem. Trudno przewidzieć, jak te kwestie się rozwiną. Na razie widać twardą linię władz unijnych i Niemiec oraz innych państw, zakładającą, że Grecja musi poradzić sobie sama. Według piątkowej deklaracji ministra gospodarki „Niemcy nie mają zamiaru zaoferowania Grecji nawet jednego centa pomocy”, zaś dzień wcześniej premier Grecji nie wykluczył, że zwróci się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Przepychanka więc trwa i nie wiadomo, co z niej wyniknie i jak to wpłynie na rynek walutowy.
Jakby tego było mało, mamy też nowy czynnik, w postaci konsekwencji ewentualnego spekulacyjnego ataku na euro, którego scenariusz rzekomo miał być rozważany w czasie spotkania zarządzających kilkoma największymi funduszami inwestycyjnymi. Sprawa wygląda z pozoru na teorię spiskową i taki atak, którego celem byłoby sprowadzenie kursu euro do 1 dolara, wydaje się bardzo mało prawdopodobny. Bagatelizować tego jednak nie należy z dwóch powodów. Po pierwsze, amerykański Departament Sprawiedliwości zwrócił się do funduszy o archiwizowanie danych, dotyczących ich transakcji na rynku walutowym, a przedstawiciele władz Unii Europejskiej ostrzegają, że mają odpowiednie narzędzi, by przeciwstawić się spekulacji. Po drugie, nawet jeśli największe i najbardziej „podejrzane” fundusze nie zdecydują się na grę przeciw euro, może to zrobić spora liczba mniejszych graczy i skutek może być podobny.
Nie mniej ciekawe wydarzenia mieliśmy okazję obserwować na naszym rynku. Złoty umacnia się wobec głównych walut już od początku lutego. Tendencja ta nabrała jednak w ostatnich dniach wyraźnie większej dynamiki. Jeszcze w ubiegły wtorek rano dolara wyceniano na 2,925 zł. W środę wieczorem „zielony” kosztował na rynku międzybankowym zaledwie 2,873 zł, czyli był o ponad 5 groszy tańszy i jednocześnie najtańszy od ponad roku. Podobnie było w przypadku pozostałych walut. Euro staniało
z 3,947 zł w poniedziałek, do 3,87 zł w piątek w południe. Złoty umocnił się więc w ciągu kilku dni o niemal 2%. Frank staniał z 2,698 do 2,646 zł. W ciągu miesiąca frank stracił 16 groszy, czyli prawie 6%. W marcu ubiegłego roku za „szwajcara” trzeba było płacić 3,25 zł, czyli o 60 groszy drożej.
Wszystko więc wskazuje na to, że liczne prognozy, zakładające umocnienie się naszej waluty, zaczynają się sprawdzać. Nastąpiło to wyjątkowo szybko. Nie oznacza to jednak, że złoty wciąż będzie rósł w siłę. W ciągu roku raczej należy się spodziewać sporych wahań. Powodów nie brakuje, choć leżą one z dala od naszego kraju.
W ostatnich dniach na złotego wyraźnie jednak oddziaływały czynniki lokalne, związane z naszą gospodarką. Z pewnością naszej walucie pomogła informacja o wzroście naszej gospodarki w czwartym kwartale ubiegłego roku o 3,1%, choć reakcja przyszła z pewnym opóźnieniem. Bezpośrednią przyczyną siły złotego była jednak wypowiedź Sławomira Skrzypka, prezesa Narodowego Banku Polskiego o potrzebie „zastanawiania się” nad podwyżkami stóp procentowych. Co prawda podobne słowa wypowiedział już wcześniej, jednak teraz ich waga była większa. Po pierwsze dlatego, że zostały powtórzone,
po drugie zaś, że zostały powtórzone w momencie, gdy opublikowana została projekcja inflacji, dokument bardzo istotny dla polityki pieniężnej banku centralnego i jej ewentualnych zmian. Słowa prezesa były więc tym razem mocno „uargumentowane”. Jego zdaniem, przy pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie, stopa inflacji na koniec tego roku wyniosłaby około 3,5%, a więc bardzo blisko górnego poziomu celu inflacyjnego, ustalonego przez NBP. Pod koniec przyszłego roku inflacja mogłaby sięgnąć nawet 4%, a więc zdecydowanie powyżej założonego celu. Nie jest więc wykluczone, że w niedługim czasie Rada Polityki Pieniężnej zmieni swe nastawienie na bardziej restrykcyjne, a podwyżki stóp mogą zacząć się znacznie wcześniej, niż się tego spodziewano.

Rynek Surowców
Notowania surowców wciąż trzymają się na wysokim poziomie, ale nie brakowało też sporych wahań. Ceny reagowały na zmienną sytuację na rynku walutowym. Ropa naftowa gatunku Brent zdrożała o około 2%, osiągając w piątek wczesnym popołudniem poziom prawie 80 dolarów za baryłkę. Na początku tygodnia były jednak zdecydowanie niższe. We wtorek za baryłkę trzeba było płacić jedynie 76,5 dolara. Tygodniowa rozpiętość wahań wynosiła więc ponad 4%. W zwyżce nie przeszkodziły informacje o wzroście zapasów surowca i paliw w Stanach Zjednoczonych. Sprzyjało jej osłabienie się dolara oraz wcześniejsze informacje, wskazujące na poprawę sytuacji w gospodarce. W ciągu miesiąca cena ropy naftowej wzrosła o ponad 17%. Aż tak silną zwyżkę trudno jednak uzasadnić jedynie nadziejami na przyspieszenie wzrostu gospodarczego, którego perspektywy aż tak wspaniałe nie są. Wzrost amerykańskiego PKB o 5,9% w czwartym kwartale będzie raczej nie do powtórzenia w najbliższych miesiącach, zaś dynamika gospodarki strefy euro jest ledwie dostrzegalna. Prognozy wzrostu w Chinach także nie są nadmiernie optymistyczne.
Spore wahania można było obserwować na rynku miedzi. Kontrakty terminowe na ten metal wzrosły w skali tygodnia o ponad 3%. W tym przypadku komentarze maklerów wskazują z kolei na słabnący popyt ze strony Chin, gdzie zapasy miedzi są najwyższe od siedmiu lat. Silna zwyżka z początku tygodnia, związana z informacjami o trzęsieniu ziemi w Chile, szybko została skorygowana, jednak pod koniec tygodnia ceny metalu znów szły w górę.
W górę poszły ceny złota, które zdrożało o 1,5%, osiągając w piątek po południu poziom 1134 dolarów za uncję. Od początku lutego notowania wzrosły o prawie 9%. Dzieje się tak mimo, że dolar w tym czasie wykazywał tendencję do umacniania się.
To nietypowe zachowanie się cen złota można tłumaczyć rosnącą niepewnością, panującą zarówno na rynku akcji, jak i rynku walutowym. Przeciw zwyżce cen kruszcu przemawiały zdecydowanie informacje Światowej Rady Złota o jednoczesnym spadku popytu i wzroście podaży kruszcu. Widać więc, że to nie względy fundamentalne kierują inwestorami, działającymi na tym rynku. O około 7% zwyżkowały notowania palladu, o prawie 5% rosły ceny srebra. Platyna podrożała „jedynie” o ponad 2%. Taniały surowce rolne. O ponad 8% spadły ceny cukru.
![]()
Wieści z rynku
Polacy mają coraz więcej finansowego optymizmu
Z badań firmy MoneyTrack wynika, że Polacy oceniają swoją sytuację finansową i jej perspektywy lepiej, niż w ubiegłym roku. Ponad jedna trzecia z nas ocenia swoją sytuację materialną korzystnie a jedynie 16% negatywnie. Niemal trzy czwarte ankietowanych nie spodziewa się pogorszenia w ciągu roku. Ciekawym wnioskiem, wynikającym z badań jest to, że skłonność do oszczędności wynika bardziej z postawy psychologicznej, niż od wysokości dochodów.
Rodzina na Swoim wciąż na fali
W styczniu z programu preferencyjnych kredytów Rodzina na Swoim skorzystało prawie 2300 osób. Łączna wartość zaciągniętych kredytów wyniosła 421 mln zł. W lutym udzielono 2500 kredytów na kwotę 437 mln zł. Od początku istnienia programu, czyli od stycznia 2007 r. przyznano już 46,3 tys. kredytów o wartości ponad 7,5 mld zł. „Siła Złotego” i „EuroStoxx50 wzrost” w ING
ING Bank Śląski oferuje dwa nowe produkty strukturyzowane. Inwestycyjny Plan Ubezpieczeniowy „Siła Złotego” to 12-miesięczny program z którego zyski zależą od kursu euro do złotego. „Euro Stoxx50 wzrost” pozwala zarabiać na wzroście indeksu największych europejskich spółek, wchodzących w skład indeksu Euro Stoxx50.
Ubezpieczenie z funduszem Multi PIN AEGON Polbank
Polbank wspólnie z firmą ubezpieczeniową AEGON wprowadził nowy produkt ubezpieczeniowo-inwestycyjny Multi PIN AEGON Polbank. Łączy on zalety lokaty bankowej z funduszem inwestycyjnym i ma formę polisy ubezpieczeniowej. Dostępny jest on tylko dla klientów Polbanku. Zainwestowane środki przeznaczone są w połowie na roczne ubezpieczenie na życie z oprocentowaniem 5,32%, odpowiadającej 6,57% na tradycyjnej, opodatkowanej lokacie, w połowie zaś trafiają do jednego
z 25 ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych.
Lokata Kurs na Złotego z Banku BPH
Bank BPH oferuje Strukturyzowany Certyfikat Depozytowy oparty o kurs euro do złotego o nazwie Lokata Kurs na Złotego. Umożliwia on zarabianie na spadku kursu euro wobec naszej waluty w okresie 2 lat. Zysk jest proporcjonalny do umocnienia złotego. Do wyboru jest wersja z gwarancją 90 lub 100% kapitału. Minimalna kwota inwestycji wynosi 3 tys. zł.
Kalendarium wydarzeń nadchodzącego tygodnia
8.03.2010-12.03.2010
Nadchodzący tydzień przyniesie nieco mniejszą dawkę wydarzeń i informacji, niż zwykle. Z naszej gospodarki poznamy jedynie styczniowe saldo rachunku bieżącego, odzwierciedlające bilans naszej wymiany handlowej z zagranicą oraz przepływów pieniężnych. Jego wysokość może mieć wpływ na sytuację naszej waluty. Jeśli będzie korzystne, przynieść może jej umocnienie. Poprzednio deficyt wyniósł nieco ponad miliard euro. Z gospodarek europejskich napłyną dane o dynamice produkcji przemysłowej.
W czwartek szwajcarski bank centralny podejmie decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych. Zmian nie należy się spodziewać, ale jak zwykle interesujący będzie komunikat po posiedzeniu, z którego będzie można wywnioskować, w jakiej perspektywie zmian należy się spodziewać i czy Szwajcarzy nadal dążyć będą do utrzymania kursu swej waluty na niskim poziomie. Nie trzeba dodawać, że informacje te będą mieć istotny wpływ na sytuację posiadaczy kredytów we frankach. Już po poprzednim posiedzeniu pojawiło się stwierdzenie, że stopy procentowe nie mogą bez końca pozostawać na niskim poziomie. Obecnie podstawowa stopa w Szwajcarii wynosi 0,25%.
Także Stany Zjednoczone nie zasypią nas nadmiarem informacji. Dopiero w środę pojawią się dane dotyczące liczby wniosków o kredyt hipoteczny oraz zapasów hurtowników. W czwartek poznamy liczbę wniosków o zasiłki dla bezrobotnych i bilans handlowy. Sytuacja na rynku nieruchomości i pracy niezmiennie silnie wpływa na rynki i zachowania inwestorów. Na koniec tygodnia przewidziana jest publikacja danych o sprzedaży detalicznej i wskaźnik nastrojów konsumentów, wyliczany przez Uniwersytet Michigan. Obie te wielkości mogą wpłynąć zdecydowanie na sytuację na giełdzie.
Poniedziałek, 8 marca
Szwajcaria
- 9.15 dynamika sprzedaży detalicznej w styczniu (poprzednia wartość 4,7% rok do roku)
Niemcy
- 12.00 dynamika produkcji przemysłowej (poprzednia wartość -2,6% miesiąc
do miesiąca)
Wtorek, 9 marca
Szwajcaria
- 9.15 inflacja na poziomie konsumentów w lutym (poprzednia wartość 1% rok do roku)
Wielka Brytania
- 10.30 bilans handlu zagranicznego w styczniu (poprzednia wartość -7,278 mld funtów)
Środa, 10 marca
Wielka Brytania
- 10.30 dynamika produkcji przemysłowej w styczniu (poprzednia wartość 0,5% miesiąc do miesiąca)
USA
- 13.00 dynamika liczby wniosków o kredyt hipoteczny (poprzednia wartość 14,6%)
- 16.00 zapasy hurtowników w styczniu (poprzednia wartość -0,8% miesiąc do miesiąca)
- 16.30 zmiana zapasów ropy naftowej (poprzednia wartość 4 mln baryłek)
Czwartek, 11 marca
Japonia
- 00.50 dynamika PKB w czwartym kwartale (poprzednia wartość 0% kwartał do kwartału)
Szwajcaria
- 13.00 decyzja szwajcarskiego banku centralnego w sprawie stóp procentowych (obecna wartość 0,25%)
USA
- 14.30 bilans handlu zagranicznego w styczniu (poprzednia wartość -40,18 mld dolarów)
-14.30 liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych
Piątek, 12 marca
Polska
- 14.00 saldo rachunku bieżącego w styczniu (poprzednia wartość -1,034 mld euro)
Japonia
- 5.30 dynamika produkcji przemysłowej w styczniu (poprzednia wartość 5,1% rok
do roku)
Euroland
- 11.00 dynamika produkcji przemysłowej w styczniu (poprzednia wartość -1,7% miesiąc do miesiąca)
USA
- 14.30 sprzedaż detaliczna w lutym (poprzednia wartość 0,5% miesiąc do miesiąca)
- 14.30 sprzedaż detaliczna bez samochodów w lutym (poprzednia wartość 0,6% miesiąc do miesiąca)
- 15.55 indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan w marcu (poprzednia wartość 73,6 punktu)
- 16.00 zapasy niesprzedanych towarów w styczniu (poprzednia wartość -0,2% miesiąc do miesiąca)
Prognozy na przyszły tydzień
Wyraźna poprawa nastrojów na warszawskiej giełdzie, utrzymująca się od początku lutego, wskazuje, że wcześniejsze spadki stanowiły tylko korektę trwającej od ponad roku tendencji wzrostowej. To stwierdzenie w żadnym stopniu nie uprawnia
do formułowania jasnych prognoz na najbliższą przyszłość. Na to jest jeszcze zbyt wcześnie. W przypadku indeksu największych spółek wnioski będzie można wyciągać wówczas, gdy dotrze do poziomu 2400 punktów. Jeśli go pokona, byki będą mogły mówić o sukcesie. Jeśli ta sztuka się nie uda, bardzo prawdopodobne będzie ukształtowanie trendu bocznego.
Gold Finance - Roman Przasnyski, Główny Analityk

